KIRGISTANY 2015 czyli, bliżej, dalej, byle na wschód cz.17

0
238

Dzień 17. 20 sierpnia 2015 czwartek. Rano objuczamy nasze osiołki i idziemy na pobliski bazar na śniadanie. 


Przy okazji dokupuje trochę somów w kantorze, których na bazarze nie brakuje. 20 $ = 1200 somów. Praktycznie, tylko w Rosji mieliśmy problemy z wymianą, ponieważ można to zrobić tylko w banku, a nie każdy bank prowadzi wymianę. Przy starcie Sylwek ma problem z rozruchem (słaby akumulator) ale odpalamy z popychu.


Na wylocie z Osz szukamy stacji, na której można by zatankować na kartę (mało jest takich stacji, dlatego lepiej od razu wymienić kasę na paliwo) i na jednej z nich spotykamy parę z ekipy Kowala, zdaje się, że byli to Czesi. Potwierdzają, że na M41 są problemy z paliwem, a dodatkowo, że dolny odcinek jest zamknięty.

Image

Image

Kilka kilometrów za Osz, czuję, że coś z tyłu jest nie tak. Po dodaniu gazu, tył dziwnie ściąga na lewo. Zatrzymuję się i … kapeć, pierwszy kapeć na wyprawie.
Jechałem ostatni, Sylwek szybko zauważył brak trzeciego w lusterku, ale na Banana czekaliśmy dosyć długo.
Zdejmuję koło i co się okazało ? Dętka Danlopa rozeszła się na szwie. Czemu ?

Image

Zakładam nową dętkę od Banana, a moją spróbujemy naprawić gdzieś po drodze.
Przy okazji robimy naradę i decydujemy, że nie jedziemy na M41. 
Czas mamy wprawdzie niezły, ale w przypadku jakichkolwiek problemów, mielibyśmy niezłą presję, ze względu na ruska wizę.
Decydujemy się, jechać do Sary Tash i stamtąd na zachód do Karamyk i tam wjechać do Tadżykistanu.. Nawet przez myśl nam nie przeszło, że może być inaczej.

Image

Image

Image

Image

Image

Chciałem kupić od nich flagę, ale nie chcieli sprzedać, pozostała mi mała z bazaru.

Image

Czy tu urodził się towarzysz Gagarin ?

Image

Pięknie jest

Image

Image

Image

Image

Image

Image

W Sary Tash na stacji, na której nie ma obsługi, spotykamy dwóch Polaków na rowerach (chyba z Płocka). Jeden z nich ma problemy zdrowotne i pojechał szukać apteki. Zostawiamy im trochę leków z naszych apteczek i lecimy dalej.

Image

Image

Tankujemy pod czujnym okiem szefowej stacji

Image

Image

Image

Niedaleko za Sary Tash, spotykamy patrol pograniczników, nic nie wspomnieli o granicy.

Image

Image

Cały czas, jesteśmy na wysokości ponad 3000 mnpm.

Image

Image

Dopiero w Karamyk, okazało się, że jechaliśmy tu na darmo i jesteśmy w czarnej dupie.
Przejście jest, ale tylko dla tubylców i nie ma szans żebyśmy przejechali. 

Image

520 km i dwa dni w plecy. Pozostaje nam odwrót do Osz, skąd możemy wjechać do Uzbekistanu. Przy granicy jest stacja, więc tankujemy wszystko do pełna. Karta nie rabotajet, ale można płacić somy, Somonin, dolary, euro.
Wracamy do Sary Tash i meldujemy się w hotelu „Akun’’ tuż przy drodze do Karamyk.

Image

Image

Trochę luksusu nam się przyda. Nocleg z kolacją i śniadaniem 100 somoni (Tadżyckie).
A oto nasz hotel

Image

Image

Image

i toaleta

Image

Image

Nasi gospodarze, oprócz hoteliku, prowadza również sklep, w którym jemy posiłki.
Na kolację dostajemy chleb, masło, dżem, herbatę i zupę z mięsem z tak lubianego przez nas … toposa.

Image

Image

Image

Trochę zmęczeni i zawiedzeni tym nieprzewidzianym zwrotem akcji, ale w sumie w dobrych nastrojach, idziemy spać.

Dystans 460 km
Temp. 33 stopnie

Reklama